TADEUSZ ZIELIŃSKI

Dziwnie różnorodnych doznawał wzruszeń, kto brał udział w niedawnych uroczystościach ku czci Tadeusza Zielińskiego. Był tam podziw dla dokonanej pracy, której ogrom, rozciągnięty na lat pięćdziesiąt, znaliśmy oczywiście wszyscy, ale teraz zmuszeni zostaliśmy uprzytomnić sobie. Był szacunek wielki, wewnętrzna potrzeba schylenia czoła przed wiedzą, tak bardzo wszechstronnością swą i głębią przewyższającą wiedzę ogromnej większości, jeśli nie wszystkich zebranych uczonych i badaczy. Ale szacunek ten byl wolny zupełnie od uczucia upokorzenia: nczoność Zielińskiego ma bowiem to do siebie, że nie przygniata, przeciwnie – rzec by można, że skrzydeł dodaje. Jest w dosłownym znaczeniu humanistyczna, człowiecza. W tym, który z jej posiadaczem zetknie się czy to za pośrednictwem pism jego, czy lepiej osobiście, budzi nieuświadomione przedtem poczucie własnego bogactwa duchowego, dumę, że się jest zdolnym przeżywać to, co z ducha Zielińskiego promienieje, że jest się człowiekiem, dzięki temu człowiekowi pełnemu przewyższającym samego siebie.

W przedostatnią niedzielę maja byliśmy więc dumni wszyscy, zebrani w auli uniwersyteckiej, wszyscy jako ludzie. Byliśmy też dumni jako Polacy, że z nas wyszedł i do nas należy ten, któremu nie tylko my, ale świat cały przez usta delegatów cudzoziemskich oraz adresami i telegramami składał hołd niemniej korny od hołdów naszych. Jak z rogu obfitości sypnęły się na Zielińskiego gratulacje, zaszczyty i nagrody, mowy i pisma sławiące jego zasługi naukowe i niespożytą młodość duchową, od uniwersytetów, instytucji naukowych,, sławnych uczonych, z których wielu wspominało ze wzruszeniem, że mieli szczęście być niegdyś uczniami obecnego jubilata. Nade wszystkim górowało jednak – przynajmniej dla mnie, a sądzę, że i dla wielu innych spośród obecnych, zwłaszcza spośród młodzieży – uczucie wielkiej jakiejś harmonii podkładu uczuciowego składanych hołdów z rodzajem zasługi, harmonii, spotęgowanej wra żenieni estetycznym przepięknej postaci jubilata, tej głowy pogodnie uśmiechniętej Olimpijczyka, wyłaniającej się z szerokich fałdów czarnej togi. Postać ta była zaiste przedziwna, wyrażająca najpełniej to, co w Zielińskim tak uderza: synteza Greka starożytnego i uczonego humanisty z okresu Odrodzenia.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>