Prawo o publicznym nauczaniu powszechnym

Czyż doprawdy jedyną naszą deską ratunku w powodzi ciemnoty jest obecne prawo o publicznym nauczaniu powszechnym? Jak spragnieni pielgrzymi ujrzeliśmy blask wód ożywczych i zarys palm jia pustyni – i biegniemy. Nie zastanowił się nikt, nie pomyślał nikt nad tym, co nas czekać może. Ktoś krzyknął „ratunek“ i sam rzucił się naprzód, a tych, którzy do podejrzliwości są skłonni, wrogiem życia nazywa. A tam, ,u celu wyścigu, niebacznych czeka śmierć powolna.

Miraże nas zwodzą. Gorzej. Dość zastanowić się nad obecnym projektem powszechnego nauczania, by dostrzec, iż nie tylko nie gwarantuje on zupełnie najskromniejszych żądań oświaty narodowej, tego, że w szkole „będzie można nauczyć się po (polsku“, ale że jest dla zdrowia duszy ludu groźny.

Gdybyż tu tylko o oświatę chodziło! O owo minimum oświaty w języku !polskim, polegającej na umiejętności czytania i pisania i znajomości czterech działań arytmetycznych. To można dać ludowi względnie łatwo. Wiemy, że w tym kierunku nie tylko u nas, ale i w krajach innych wędrowni nauczyciele, ,pomoc wzajemna, ludzie dobrej woli zdziałali nie mniej niż szkoła, prawie bez nakładu pieniężnego, bez lokalów, bez szkól kosztownych. Ileż to mamy u nas wsi, gdzie analfabetyzm znikł zupełnie, mimo że nigdy żadnej szkoły w nich nie było. Dziecko można nauczyć czytać i pisać w ciągu jednej zimy, tylko aby chcieć.

W projekcie chodzi o coś więcej – o szkołą, tj. o nadanie formy nowej życiu duchowemu naszego ludu. Bo mylą się – albo kłamią – ci, którzy mówią, że szkoła tylko oświatę daje, że nie ma wpływu moralnego na ucznia, że dziecko wychowuje tylko rodzina.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>