POWSTANIE I SPOŁECZNE FUNKCJE HISTORII

Karmimy się historią od wczesnego dzieciństwa i przez cale lżycie. Nie tylko tą, której uczymy się w iszkole i którą podają nam dzieła poświęcone specjalnie opisowi i wyjaśnieniu faktów minionych w ich związku czasowym. Poza tą historią strictissimo sensu wszystko nieomal, co nas otacza, z czym w życiu miewamy do czynienia i w stosunku do czego bywamy zmuszeni przybrać określoną postawę teoretyczną lub praktyczną – wdraża nas do ujmowania teraźniejszości jako powstałej w wyniku dłuższego lub krótszego następstwa zdarzeń, rzeczy i ludzi. Przy byle sposobności narzuca się nam zagadnienie początku i wynikłych zeń kolejnych zmian, zagadnienie zależności tego, co jest, nie tylko od tego, co jest jednocześnie, ale także od tego, co poprzedza je bezpośrednio, oraz tego ostatniego od stanu czy faktu jeszcze dawniejszego itd. aż do jakiegoś początku. Czy to będzie sprawa spadkowa, zmuszająca zainteresowanych do przeprowadzenia dowodu pokrewieństwa i stopnia tegoż, a więc do ustalenia genealogii: czy kwestia własności nieruchomej i jej kolejno powstałych i zmienianych kolejno obciążeń: czy analiza kierunku politycznego, prądu doktrynalnego, ocena starego obrazu lub chęć wniknięcia w utwór poetycki epoki minionej – zawsze musimy dokonywać tej samej, wciąż na nowo powtarzanej pracy odtwarzania sobie obrazu przeszłości w postaci następujących po sobie kolejnych zmian. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do przedstawiania sobie przeszłości jako łańcucha nieprzerwanego, którego ogniwa ułożone są w szereg nieodwracalny, do przedstawiania sobie teraźniejszości jako tylko ostatniego z tych ogniw, że wydaje nam się to czymś „przyrodzonym“, tzn. nie wyobrażamy sobie, iżby umysł ludzki, zwrócony ku faktom życia zbiorowego, mógł inaczej ujmować ich powstawanie i przemijanie niż jako kolejność pojawiania się w czasie. Tym samym skłonni jesteśmy mieć czynność ukazywania owych faktów w tej właśnie kolejności, a więc układanie historii, za zjawisko powszechne, nieodłączne od współżycia ludzi w związkach społecznych, dłużej niż oni trwających, i samym faktem tego trwania ugruntowane dostatecznie. Nie chodzi tu, rzecz prosta, o „historię“ w nowoczesnym naukowym rozumieniu terminu, ale o każdy rodzaj słownego czy plastycznego, schematycznego czy symbolicznego przedstawienia zdarzeń i rzeczy, ludzi i czynów, streszczających w sobie nagromadzone w ciągu pokoleń zbiorowe doświadczenie grupy ludzkiej i wyrażających jej wartości naczelne. W tym szerokim rozumieniu będzie „historią“ równie dobrze poemat epicki, jak genealogia rodowa: hędzie nią opowieść o wędrówkach plemienia i słup totemiczny z wyrzeźbionymi na nim postaciami istot duchowych, z którymi właściciel słupa jest skojarzony jako dziedzic kilku pokoleń rodu własnego i rodu żony: będzie także „historią“ zachodnio-europejska tarcza herbowa z jej podziałem na pola, symbolizujące genealogię tego, który rma prawo jej używać – przy czym jest !sprawą obojętną, czy treść łych wszystkich „historii4 odpowiada tzw. prawdzie historycznej, czy nie.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>