Odrodzenie patriotyzmu we Francji

Zmieniło się coś we Francji. Gdy w czerwcu roku zeszłego rząd niemiecki jął się względem niej wypróbowanej, zdawało się, polityki zastraszania, stała się rzecz dla wielu niespodziana. Ta sama Francja, w której tak niedawno jedno skinienie z Berlina strącało ministrów, a parlament i opinię ogółu przejmowało panicznym strachem – teraz, bez przechwałek, bez rzucania gromkich haseł wojowniczych, ale mężnie i z godnością spokojną stawiła czoło nawałnicy.

Co prawda tym razem miała za sobą Anglię, i właśnie Anglii poparcie najbardziej wpływało na złagodzenie tonu żądań niemieckich. Ale rzecz szczególna, że najwięcej zimnej krwi okazały nie te sfery, które z urzędu najlepiej mogły wiedzieć, co trzymać o pogotowiu wojennym kraju i o sprawności sojuszów. Przeciwnie, rząd pana Cailaux, zdolnego aferzysty, ale człowieka ma’ej miary moralnej, zmiękł od razu, i trzeba było dopiero bodźca opinii publicznej, by ośmielił się wejść z Niemcami w targi. Przy czym do końca traktował sprawę jak interes kupiecki, nie jak kwestię mocarstwowego stanowiska Francji.

Ale ogół narodu zachował się zupełnie inaczej. Cudzoziemcom, którzy przeżyli we Francji pamiętny kryzys 1905 roku – ten, który zakończył się umową w Algeciras – zdawało się, że są w innym kraju. Nie widziało się owych bladych twarzy, niespokojnych oczu, nie słyszało się o panikach giełdowych. Zamilkły hasła antymilitaryzmu, a jego głosiciele przedzierzgnęli się nagle w patriotów – umiarkowanych zapewne, ale w każdym razie gotowych służyć zadaniu ocalenia ojczyzny.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>