MARZENIA SOCJOLOGA CZ. II

Przyznamy się, że nie widzimy, dlaczego znaleźć z państwem „pewien grunt wspólny, pewien punkt oparcia“, który by dał przedstawicielstwu naro- dowemii „prawo i możność wywierania wpływu na sfery odpowiedzialne w państwie“, „takiego wpływu na czynniki rządowe, który by je skłonił do zmiany stosunku względem uzależnionego narodu“ – nie jest „wejściem w środek państwa“ w tej samej przynajmniej mierze, co opozycja bezwzględna. Ta ostatnia – o ile jest opozycją bezwzględną, narodową, – ma jednak inny charakter niż opozycja „stronnictw wewnętrznych w państwie“. Te ostatnie oponują przeciwko danemu rządowi, o ile są konstytucyjne – przeciwko danemu ustrojowi państwowemu, o ile są to stronnictwa rewolucyjne. Bezwzględna zaś opozycja narodowa, tak jak ją rozumie p. Balicki, byłaby opozycją przeciwko państwu obcemu jako takiemu. Inna sprawa, czy taka taktyka byłaby skuteczną. Przykład Irlandczyków nie zdaje się jednak wskazywać, by sprowadzała ona zawsze skutek przewidywany przez p. Balickiego. Natomiast zmniejszenie „kąta odchylenia linii politycznych“ swojej i państwa, prowadzi do zatarcia odrębności grupy narodowej, która, że pozwolimy sobie sparafrazować słowa p. Balickiego, „sama nie wiedząc kiedy, znajdzie się w szeregu stronnictw wewnętrznych, równie jak ona lub bardziej rządowych (co nie jest jednoznaczne z rządzącymi), i zostanie zaliczona siłą rzeczy w ich poczet, a to stanowi być może dla niej największe niebezpieczeństwo, na które wzdryga się instynkt zbiorowy“. Co najwyżej powiedzieć można, że w jednym wypadku stronnictwo będzie niekonstytucyjnym, a w drugim konstytucyjnym, żadne jednak z tych stanowisk teoretycznie nie wyklucza możliwości wywierania „wpływu na czynniki rządowe, który by je skłonił do zmiany stosunku względem uzależnionego narodu, we własnym oczywiście interesie“. Czynniki rządowe mogą bowiem mieć interes w tym, by poczynić ustępstwa opozycji narodowej dla uzyskania jej głosów – jak to widzieliśmy obecnie w Anglii w stosunku do Irlandczyków – równie jak mogą lekceważyć sobie współdziałanie grupy narodowej, gdy bez jej poparcia mogą się obejść. Prawdą jest tylko to, że wpływ zależy od potęgi grupy narodowej, od układu stronnictw i od potęgi rządu w danym ustroju państwowym, słowem od tych właśnie czynników „zmiennych“, których p. Balicki, jako ujmujący rzeczy in abstracto – z punktu widzenia doktryny, nie życia – nie docenia. Np. Koło Polskie ma w państwie austriackim wpływ nie dlatego, iż jego „stanowisko prawno-polityczne“ obejmuje szeroki zakres „lojalności dynastycznej i wierności względem państwa“, bo z wyjątkiem czasem Wszechiniemców z tymi uczuciami oświadczają się wszystkie reprezentowane w wiedeńskiej Radzie Państwa stronnictwa narodowe, ale dlatego, iż układ tych stronnictw i ustrój państwa jest taki, że Kolo może stanąć w opozycji i obalić niemiłe mu ministerium. A w tejże Radzie Państwa Wszechniemcy też nie są bez wpływu, nie bacząc na to, iż stanowisko ich względem państwowości austriackiej bywa wysoce nielojalnym. W Wielko- polsce zaś „uznanie faktycznej przynależności i stosunek legalności wobec państwa“, do których, zdaniem p. Balickiego, „ogranicza się“ stanowisko prawno-polityczne reprezentacji polskich w ciałach ustawodawczych niemieckich, nie przeszkadza ani rządowi pruskiemu, ani rządowi Rzeszy uzyskiwać .uchwalenia praw wyjątkowych w stosunku do Polaków. Nawiasem mówiąc ciekawiimy, czy ktokolwiek gdziekolwiek w Polsce nie uznaje „faktycznej przynależności“ do państwa? Faktu nie można uznawać lub nie uznawać. Można tylko o nim wiedzieć albo nie wiedzieć – a o tym fakcie, o którym mówi p. Balicki, zaiste trudno nie wiedzieć.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>