Interpretacja pomników figuralnych i symboli

Na poparcie swojej tezy autor przytacza bardzo liczne argumenty, w większości oparte na interpretacji pomników figuralnych i symboli. Stwierdzimy od razu, że dalecy jesteśmy od tego, by się dać przekonać. Wprost przeciwnie – autor bierze za punkt wyjścia z góry przyjęte założenie, które wydaje mu się oczywiste, a mianowicie założenie, że pojęcie boga jest pochodzenia słonecznego, następnie zaś zestawia fakty najbardziej różnorodne i odległe w czasie i przestrzeni, troszcząc się wyłącznie o powierzchowne analogie. Oto pokrótce próbka jego wywodów: chodzi o Hermesa. Hermes przedstawiony jest w postaci głowy o jednej lub wielu twarzach, umieszczonej na filarze. Filar ten ma niekiedy dwa odgałęzienia, które upodobniają go do krzyża. A zatem Hermes jest krzyżem, którego wierzchołek stanowi głowa. Otóż w Egipcie krzyż jest symbolem życia, a więc płodności, a zarazem wyobrażeniem narzędzia do krzesania ognia, który w Indiach jest czczony w postaci lingarn. Lingam jest połączeniem tjł.ioę i fallusa. Na filarze Hermesa znajduje się fallus. Hermes jest przeto bogiem zapładniającym o naturze ogniowej, czyli bogiem słonecznym. A ponieważ na wrożnikach i rzeźbach amerykańskich krzyż otoczony jest wstęgą o zwiniętych końcach, które przypominają nieco spirale będące w Europie symbolem pioruna, i ponieważ na krzyżu umieszczony jest ptak, który może symbolizować jedynie zdolność przebiegania przestrzeni powietrznych na wzór pioruna – przeto Hermes na swoim filarze jest dawnym geniuszem pioruna, przeobrażonym następnie w boga słonecznego, czego należało dowieść. Jak widzimy, metoda autora wiedzie nas z powrotem, podobnie jak jego teza, do czasów Dupuisa i przypomina najgorsze ekstrawagancje owej heroicznej epoki w zakresie porównawczych badań religioznawczych.

Autor miał bez wątpienia słuszność poszukując wspólnego źródła badanych przez siebie istot, charakteryzowanych jako wielorakość w jedności. Sądząc jednak, że punkt wyjścia znalazł w postaci faktu historycznego, w kulcie słońca, jak również w obserwacji zjawisk przyrody – obrał fałszywą drogę. Dlaczego obserwujemy dwa, trzy czy cztery stany słońca, a -nie więcej? Autor zdaje się nie domyślać wyników osiągniętych przez innych uczonych w zakresie badań nad pochodzeniem liczb, kalendarza, czynników wyznaczających kierunki. Nie znany mu jest problem totemizmu egipskiego: wydaje mu się rzeczą oczywistą, że cala „boska menażeria“ Egiptu jest właśnie wyobrażeniem różnorodnych aspektów boga Słońca. Autor nie zadaje sobie pytania, czy ta sama postać nie może mieć odmiennego znaczenia symbolicznego u różnych ludów. Toteż czytelnik pozostaje sceptyczny nawet wobec tych wniosków szczegółowych, które mogłyby być słuszne, a z których niejeden jest w każdym razie interesujący.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>