Człowiek wychodzący poza ramy – prof. Czarnowski cz. II

Relatywizm socjologa, obiektywne, trzeźwe spojrzenie na świat łączyło się u Czarnowskiego z nieugiętym, bezkompromisowym sumieniem i z głębokim poczuciem odpowiedzialności za zło, któremu w jakikolwiek sposób mógł przeciwdziałać. W trudnych sytuacjach społecznych nigdy nie chronił się na tak wygodną dla intelektualisty pozycję obserwatora. I pod tym względem był nie- konformistą. Jego radykalizm społeczny miał oczywiście nie tylko intelektualne podłoże: jeżeli odwaga myślenia nie pozwalała uczonemu rezerwować żadnych nietykalnych zakątków, to drugim źródłem jego przekonań społecznych była wielka wrażliwość na krzywdę ludzką i serdeczny, prosty stosunek do człowieka.

W przeddzień śmierci Czarnowski snuł szerokie plany naukowe na lata najbliższe. Na kilka godzin przed śmiercią gotował się do podjęcia dalszej walki w obronie ludzkiej godności. Dlatego ta śmierć wydała się ludziom, którzy Mu byli bliscy, czymś tak nieprawdopodobnym. Ale może dopiero w miesiąc później, na pierwszej akademii poświęconej Jego pamięci, gdy się patrzyło w skupione twarze tych czterystu czy pięciuset ludzi, wypełniających po brzegi salę Szklanych Domów na Żoliborzu, ludzi tak bardzo różnych – od robotnika do profesora – wtedy dopiero zrozumiało się w pełni, czym był Stefan Czarnowski i jaka była Jego rola społeczna.

W końcu grudnia roku ubiegłego opuścił na zawsze placówkę swej pracy Stefan Czarnowski. Osierocił związane z Nim grono Jego uczniów i przyjaciół, dla których był stale czymś więcej niż kierownikiem prac i towarzyszem drogi życiowej – dla których był człowiekiem bliskim, serdecznie ukochanym. Rozstał się z nami tak niespodziewanie, opuścił nas tak cicho, iż świadomość o wieczystej odtąd nieobecności tego wielkiego myśliciela oraz człowieka gorącego serca do tej pory nie może się utrwalić w myślach tych, którzy przywykli cieszyć się obcowaniem z Nim, skierowywać nań wyczekujące spojrzenie w chwilach trudnych i nigdy w tym wypadku nie doznawać zawodu. Nie wydaje się nam prawdopodobnym, a jest niestety tragicznie prawdziwym, że już nigdy nie zobaczymy tej niezwykłej postaci i nie usłyszymy słów płynących z serca do ludzi, których kochał. A takich było bardzo wielu. Byli nimi przede wszystkim ci, których uważał za skrzywdzonych i których chciał wesprzeć. Przemożna była w Nim chęć stworzenia wokół swojej osoby atmosfery zupełnie różnej od tej, którą oddychamy dziś tak powszechnie. W swoim seminarium witał wszystkich, wykluczając jakiekolwiek bądź zróżnicowania, dopatrując się w każdym człowieku jego ludzkich wartości: na wartościach tych opierał naukę i kulturę. To stanowisko ideowe oraz uczuciowe łączyło się u Stefana Czarnowskiego najściślej z głęboką wiarą w nieprzemijającą wartość indywidualności ludzkiej dla dziejów kultury zbiorowości. Homo liomini sacrum zdawał się głosić Profesor w każdym swym oświadczeniu, ba -nawet w każdym spojrzeniu skierowanym z ciekawością i z szacunkiem na innych ludzi. Do tego szacunku Stefan Czarnowski nigdy się nie zmuszał, nigdy też stosunek Jego do innych ludzi nie miał cech sztuczności. Jako historyk kultury i jako socjolog tej samej hołdował zasadzie. Uczył nas umiejętności wynajdywania we wszystkich grupach społecznych wszystkich epok – cech najhardziej ludzkich. Jeśli mówił o kultach religijnych ludów pierwotnych, uczył równocześnie zrozumienia odruchów duszy pierwotnej, która ku takim, a nie innym kultom się skłaniała.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>